Dlaczego "Dasia"? Dlatego, że ja mam na imię Dagmara, a to po prostu zdrobnienie takie jak Kasia, Asia czy Basia :) Moim sposobem na wyciszenie się i nabranie
dystansu do zabieganego świata jest robienie bransoletek przyjaźni. Ich
wykonanie wymaga pewnej dawki cierpliwości, więc gdy mi jej brakuje stosuję
zasadę 'klin klinem'...i działa! Nauczyłam się wiązania
supełków z muliny już we wczesnej podstawówce, lecz to był tylko prościutki
ścieg (ukośne pasy). Innego wzoru nauczyłam się przez czysty przypadek..:) W
przeładowanym pociągu stałam na korytarzu i tak z nudów obserwowałam
otaczających mnie ludzi. W pewnym momencie zerkam do przedziału, a tam jakiś
studencik przypina agrafkę do spodni i zaczyna robić bransoletkę! Od tego
momentu już się w pociągu nie nudziłam, bo całą uwagę skupiłam na tym, co on
robi. Nie miałam przy sobie niczego nawet mulinopodobnego, więc robiłam wszystko
żeby tylko zapamiętać kolejne ruchy jego dłoni i bieg nici. Musiało to śmiesznie
wyglądać jak tak stałam wpatrzona, ale to akurat było dla mnie zupełnie
nieistotne :) Zresztą on chyba tego nie widział, bo oczu nie odrywał od swojej
szybciutko powstającej bransoletki. Gdy już dotarłam do domu to oczywiście od
razu zaczęłam sprawdzać to, co mi jeszcze w głowie zostało. I ku mojej ogromnej
radości udawało mi się! W tym momencie myślałam, że poznałam wszystkie tajniki
robienia bransoletek przyjaźni.. Do momentu, gdy kolejne kilka lat później, jako 15-letnie stworzenie, przypadkiem natrafiłam na książkę ("Bransoletki przyjaźni" Sigrid Hennke), w której poza
supełkiem 'w prawo' i 'w lewo' zaprezentowane były supełki 'zwrotne', które
uruchomiwszy wyobraźnię potrafiły z niteczek wyczarować małe cudeńka. Natomiast
już zupełnie niedawno zaczęłam do bransoletek wplatać różne koraliki, a z czasem
pewnie znowu dowiem się czegoś nowego...oby! :)